Słońce już dawno wstało, a on dalej ścigał Intariego. Kilka razy myślał, że już go ma, ale jego rywal zawsze był kilka kroków przed nim. Dobrze, że przynajmniej nie ma czasu się pożywić. – myślał – Biorąc pod uwagę ilość krwi, którą stracił w walce, powinien niedługo się zmęczyć, a wtedy go dopadnę!
Okazało się, że przeciwnik był jednak silniejszy, niż się wydawało, i udało mu się go namierzyć dopiero około południa, w małym lasku po drugiej stronie miasta. Pościg trwałby pewnie dłużej, ale Intari popełnił błąd i zaatakował młodą kobietę. Nie minęła nawet minuta, a na miejscu pojawił się, zwabiony przeraźliwym krzykiem, łowca. Przybiegł z już obnażonym mieczem w dłoni i nie czekając, aż przeciwnik zdąży zareagować, ciął w jego kark. Intari uskoczył, ale nie dość szybko, i po jego szyi pociekła krew z przebitej aorty. Zachwiał się i w tym momencie łowca, wykorzystując impet poprzedniego ciosu, ponowił cios w szyję i tym razem ściął mu głowę.
W czasie, gdy ciało Intariego powoli zmieniało się w proch, pozostawiając po nim jedynie ubranie i broń, łowca zajmował się ofiarą swego przeciwnika. Dziewczyna leżała nieprzytomna pod drzewem. Obrócił ją na plecy i zobaczył, że na głowie ma krwawe ślady. No tak, pewnie gdy ten Tari od niej odskoczył, rzucił nią o drzewo. – pomyślał. Przyjrzał się uważniej jej twarzy i, ku swemu wielkiemu zdziwieniu, odkrył, że to wnuczka jego dawnego mistrza. Niezwlekając, sięgnął do swojego plecaka po apteczkę, by zalepić jej ranę na szyi, ale jak się okazało, niebyło to potrzebne, gdyż rany były niewielkie i krew ledwo się z nich sączyła. Na wszelki wypadek założył jednak opatrunek, a następnie opatrzył jej zranienia na głowie.
Widząc, że wszystko wskazuje na to, że dziewczynie nic nie będzie, oddalił się pospiesznie z tego miejsca, nie czekając, aż odzyska ona przytomność. Nie chciał, by go zapamiętała. Nie znała go, w ogóle nie wiedziała o istnieniu Tarich, ani o tym, czym tak naprawdę zajmował się jej dziadek. – Po co to zmieniać? Niech lepiej zostanie tak, jak jest. I tak już pewnie nigdy nie spotka żadnego Tariego. – stwierdził odchodząc.